Ostatnio pojawił się ciekawy artykuł autorstwa Dagmary Kałdunek na portalu IPO.pl o bardzo znaczącym tytule: “Faktoring. A co na to prawo”? Biorąc pod uwagę trafność wielu argumentów, które w nim odnajdujemy warto zwrócić uwagę, że faktoring jako umowa nienazwana daje szansę zaistnienia wielu podmiotom. Ma to swoje plusy i minusy. Z jednej strony istnieje szerokie spectrum faktorów akceptujących różne poziomy ryzyka i standardów jakie są faktycznie na rynku, z drugiej strony minusem jest świadczenie usług nie będących faktoringiem pod nazwą faktoring. Pozwolę sobie jednak zauważyć, że przeważają jednak plusy tej różnorodności. Rynek oferuje większą gamę rozwiązań i zmusza do konkurencji, a co najważniejsze, poprawia płynność gospodarki. Warto zauważyć, że na rynku obecne są 4 rodzaje faktorów:
1. Spółki córki instytucji bankowych
2. Banki świadczące usługi faktoringowe poprzez swoje specjalistyczne departamenty
3. Niezależni faktorzy
4. Firmy windykacyjne, kancelarie prawne
Dwie pierwsze grupy nie miałyby problemów z funkcjonowaniem nawet przy dużo bardziej restrykcyjnych przepisach. Przemawia za tym kilka czynników:
1. Potrzeba oferowania pełnej gamy produktów finansowych,
2. Duża rentowność
3. Faktoring to doskonały motor do sprzedaży innych produktów
Przy takich kryteriach wydłużyłby się czas legalizacji instytucji ale zapewne nie wpłynęłoby to na ich liczbę. Inaczej sprawy mają się z dwiema kolejnymi grupami. Tutaj każdy przepis wprowadzałby dodatkowe ograniczenia i zmniejszyłby liczbę podmiotów oferujących szybki pieniądz. Mając na uwadze, że restrykcje narzucałyby określone poziomy kapitałów, strukturę organizacyjną i być może formę prawną i szłyby w kierunku wymogów stawianych bankom, to mielibyśmy na rynku dużo mniej podmiotów. Myślę, że czas przyniesie uporządkowanie legislacyjne umowy faktoringowej. Mam jednocześnie nadzieję, że nie stanie się to jednocześnie kosztem małych i niezależnych firm faktoringowych, które wypełniają lukę w ofercie bankowej, a które świadczą usługi na wysokim poziomie.

